Jesień…

October 18, 2012

Jesień mieszka na gałęziach, pływa rzeką i pachnie wilgotnymi liśćmi. Oparta na słońcu, mimo niżowych wahań miło rozgrzewa ciało, zwęża źrenice i dodaje ochoty na bycie poza murami. Ostatnie dni z Marysią wychodzimy nad Wisłę w naszym Gocławskim rewirze. Tutaj zejście nad rzekę wyściela leśne poszycie z archipelagami wydm, których piasek jakościowo jest dużo lepszy od osiedlowych piaskownic. Obecność w tych nadwiślańskich miejscach stwarza uczucie spokoju i odprężenia od komunalnych betoniasto-graniastych kształtów. Szkoda tylko, że nie towarzyszy nam ktoś jeszcze, dzięki komu moglibyśmy się zasymilować społecznie. Żeby rozwiązać ten problem poświęcamy z Marią uroki pięknego krajobrazu, i dla równowagi chadzamy w osiedlowe place zabaw. Zadziwiające jest to, że gwar i poznawczy animusz zabawowego placu prowadzi ją w krainy snu. 

Advertisements

Alice Miller

September 14, 2012

Zainspirowany twórczością i analizą Alice Miller, spróbowałem ująć problem w formie wersów.

 

Ciemność schodzi do podziemia

po schodach z poręczą cnót

W komórce bez drzwi

zapada w sen 

bez wyjścia

Portnoy

August 23, 2012

 

Urzekł mnie Philip Roth. Późno, no ale cóż. Podróżowanie po mapach literatury nieustannie wiodło mnie do człowieka. Często z pogardą rzeczywistości, rzadziej z brutalnym faktem egzystencji. W literaturze jednak najpiękniejsze jest spotkanie siebie. I w “Kompleksie Porthnoy’a” udaje mi się dotrzeć do niemiejsca.   

Oczyszczanie

August 22, 2012

Poszukując nowych możliwości oczyszczenia, wyzwoliła się we mnie tłumiona przez dziesięciolecia moc sprawcza. By uczynić z białego płótna, pejzaż nieformalny. I oto pierwszy już jest.

wiersz

July 19, 2012

Na wysokosci korony drzew
wiatr zbiera zniwa

slonce we snie
lunatykuje cieniem na scianie

karuzela pod okiem czarodzieja
czeka nakręcenia

o poranku
budzi sie placz

i idzie do pracy

Codzienność pozbawiona stąpania między zenitami heliosowego świata, prowokuje człowieka do ostatecznych rozwiązań wrodzonej kreacji – do stwarzania na poziomach najbardziej dostępnych przestrzeni. Jedną z takich przestrzeni są portale społecznościowe, które umorzyły trudności kontaktu z drugim – innym, wyzwalając uciśnione potrzeby społeczne. Aktualnie jest łatwiej, szybciej, błyskawicznie; wymiernie do jakości relacji. Mamy możliwość dzielenia się światami, doświadczeniami, poruszeniami dusz i umysłów (o ile to nie jedno i to samo). Nie trzeba już pisać długich listów – krótkich też; właściwie nie trzeba już się odzywać by zabrać głos. Wystarczy załadować zdjęcie.

Zachwyt grona “znajomych” najczęściej budzą fotosy dzieciaczków. Rodzice dbają by społeczność była na bierząco poinformowana o rozwoju estetyczno-kinestetycznym latorośli. Czy jednak prezentacja własnego dziecka na trybunie ludu bez jego woli jest działaniem wolnym? Czy prawo dziecka do szacunku w tym przypadku nie jest naruszane? Są to pytania, które jednoczesnie wpisują się w debatę nad obecnością dziecka w przestrzeni publicznej, która posługuje się wizerunkiem dla określonych celów; bynajmniej nie o dobro dziecka tutaj chodzi. Czyżby rodzice nie myśleli o sobie? Jak wytłumaczyć dziecku w przyszłości (o ile się dowie) po co i dlaczego prezentuje się jego zdjęcie na publicznym forum? Być może wciąż trudno uzmysłowić sobie, że niemowlę to osoba ostatecznie nie różniąca się od dorosłego, czy starca?

Hm, do kolekcji absurdów wrzucam kolejne zjawisko.

Minione dni przeminęły w atmosferze grozy pozostawiając w mojej duszy oniryczne spustoszenie. Marysia od ubiegłej środy do dnia dzisiejszego przebywała w szpitalu na Niekłańskiej, gdzie wraz z Nią doświadczaliśmy zgorzeli systemu, dehumanizacji, absurdu i bezradności wobec wypartych traum personelu, projektującego wszem i wobec totalizm letalnej mutacji uczuć.

Scenariusz Kafkowski. Poranek. Czterdziestostopniowa gorączka bije o interwencje. Wybieramy najbliższy szpital… dziecięcy. Na SORze poza nami brak innych gorączkujących pacjentów. Czekamy. Przyjmują nas i po wstępnych oględzinach diagnoza wyrokuje lekkie zapalenie gardła. Czekamy na Godota. Kiedy przyszedł okazało się, iż Marysia powinna być hospitalizowana, gdyż wtórne badania wykazały bakterię. Czekamy, ciągle nieustannie czekamy. Maria nabywa pierwsze surrealistyczne dane o “tym co jest”. Czekamy.

Możliwe badania wykluczyły możliwe zarazy. Do gabinetu zabiegowego zabroniono nam wejść. Zza szklanych drzwi bez klamki obserwujemy jak cztery wiedźmy w białych, nieskazitelnych kitlach, próbują wbić Marysi wenflon. Jądro ciemności, otchłań, pustka, Marysia krzykiem broni się przed pożarciem przez próżnie. Brak rodziców w zasięgu wzroku oznacza deprawację dotychczasowego porządku. Wszczynamy wojnę z personelem zasad, z personelem pozbawionym wrażliwości, oglądu, wsłuchania się z szacunkiem w najmniejszego człowieka. Konsekwencje psychiczne nieudolnych dwudziestu minut spędzonych nad wbijaniem igieł w kolejne żyły, które bronią się przed gwałtem i pękają u styku z czubkiem igielni, zostają wykluczone przez kadrę panującą na oddziale. Bo dziecko nie pamięta!!! Zapomni!!! W efekcie każdy dzień w szpitalu był walką o humanizm, o człowieczeństwo, o moją córkę. 

Szpital z natury działa przeciwko człowiekowi. Ogranicza witalność, zamykając życie w karnym lazarecie. Marysia przychodząc z nami do szpitala miała “lekkie zaczerwienienie gardła” nie kwalifikujące się do leczenia, tymczasem dostawała lek na zakażenie dróg moczowych. Prowokowana przy wstrzykiwaniu do krzyku swoje gardło rozpaliła do ognia. Wyszła dzisiaj z diagnozą nieżytu jelitowo-żołądkowego. Jak powiedziała lekarka “tak nam się wydaje, gdyż Pan wspominał o własnym bólu brzucha”. Litość bierze.

Co do rzekomej niepamięci dziecka. W okresie niemowlęctwa człowiek kształtuje swoje JA – fundament tego co zowie się osobowością. Każde doświadczenie w tym czasie ma wpływ na kształt JA w jego najbardziej dynamicznym ze wszystkich okresie. Dwudziestominutowy dramat na zabiegowym stole nie zostaje wymazany z osoby, która doświadcza świata. Jeżeli człowiek nie pamięta nie oznacza to, że można poddawać go gwałtom, zboczeniom, torturom i deprawacji. Każda minuta jest zapisana dla wieczności. Każda chwila kształtującego się JA, będzie stanowić o jej wigorze, sile i mocy, w każdej kolejnej sekundzie życia, aż po kres.

Jest rok Janusza Korczaka. Wielkiego Pedagoga, który jako jeden z pierwszych w europejskiej cywilizacji upominał się o “PRAWO DZIECKA DO SZACUNKU”. Jego myśli wciąż ciche i pokorne, biją w dzwon gangreny syczącej w sercach dorosłych. Trzeba walczyć. Nieustająco. Aż źródła tyranii uschną do cna. 

 

Borderline

July 4, 2012

Nad zamarzniętym jeziorem przeciętym na pół płynącą rzeką, czas mimo mrozu i nieobecności wodnego ptactwa, przybrał obraz lecących trzech piórek. 

W górze rzeki tkwił Wschód o niepojętym źródle. 

Pejzaż pamięci roztaczał się wokół akwenu. Drzewa wzniesione na polodowcowych zboczach czarowały myśli w wyobraźnię. Cierpliwie. Jakby coś przeczuwały. 

Na Wschodzie bez zmian. Źródło wciąż tętni mimo srogich zim. Mosty żelazne wybijają “tam-tam” miastu pobliskiemu. Do ostatniego pociągu będzie bił ten dzwon.

Krzyżujące się nurty płyną osobno mając wspólne tereny zalewowe. Poziom wód jest stabilny, gdy raz słońce, a raz deszcz. W okolicach ujścia ciągły sztorm zatrzymuje rzeczny prąd. Bez zmian.

jak M.

July 3, 2012

przebudzona zachwytem

uzmysławia światu 

konieczność

snu

Będąc z Nią, doświadczam Nieba. Tętniąca miłością radość. Zasłuchana, widzi więcej; ręką uniesioną kreśli bezgraniczny kształt poznania. Pełna siły i pewności, z odwagą sięga po rekwizyty życia. Nie pozwoli już nigdy światu znieruchomieć, farbom wyschnąć, krajobrazom doda plastyczności. 

Najmniejsza uczy mnie, jak być, jak ona. 

MOWA ZAWISTNA

June 29, 2012

Bez języka nie ma myśli, może nawet szerzej – rzeczywistości. Jest on nieskończoną podporą procesów myślnych. Trudno jest wykazać początek; swoiste źródło, kiedy ot JA (osoba) urzeczywistniłem w sobie słowo jako myśl. Niewątpliwie wielki udział w zadaniu – wszczepieniu mi języka, mieli rodzice, a konkretniej mama. Jestem skłonny uwierzyć (niejako przekonany świadectwem rozwoju mojej córki), iż etymologicznie słowo “mama” wywodzi się z naturalnego usposobienia niemowlęcej mowy do głosek typu  gaga dada baba mama. Mówiąc wprost: “mama” jest mamą nie ze względu na nią samą, lecz ze względu na dziecięcy prajęzyk. Można próbować zdefiniować “mama” jako “pierwsza w moim życiu”, czy też: “najbliższa mi jaźń”. Interesujące, że w języku gruzińskim jest zupełnie odwrotnie: “mama” to określenie ojca – i może mieć to również związek z rzekomym pierwszeństwem wypowiedzi głosek “ma ma” nad innymi. No a skoro takie są pierwsze to na pewno nie mogą przysługiwać matce, bo jak to ojciec ma być drugi!?

Każda zdobycz językowa jest owocem osłuchania się z jego źródłem. Naśladownictwo jest najprostszą formą zdobywania wiedzy – narzędzi do modelowania rzeczywistości. Wielkim niebezpieczeństwem tej przypadłości jest to, że otrzymane słowa mogą modelować świat wewnętrzny negatywnie, wprowadzać jaźń w zniszczenie. Ostatnia kampania fundacji “Dzieci Niczyje” o słowach, które zabijają przyprawia o dreszcz. Jest to przykład używania słów, które mają na celu zagładę dziecięcej wolności. 

Chciałbym zwrócić uwagę również na inne słowa, których używanie przez bliskie dziecku osoby generuje w nim negatywne kategorie świata w jakim funkcjonuje. W tych przypadkach intencje mówcy są zazwyczaj dobre (w mniemaniu podmiotu rzecz jasna), choć nie trudno dostrzec w nich zawiść. Najczęstszymi słowami z jakimi konfrontuje się chłonny umysł małego dziecko to zwroty typu: “ci(iiiiiii)cho(!)” (zarówno w szepcie, jak i w krzyku), “nie bój się”, “nie wstydź się”, “och dzidzia się wstydzi”, “uważaj bo, się pobrudzisz, przewrócisz, skaleczysz, zabijesz, poparzysz itp.”, “nie idź”, “jedz”, “nie krzycz”, “nie płacz”, “nie rób tego – rób to”, i wiele innych zwrotów korygująco-ostrzegawczych. Skutkuje to  pojawieniem się w dziecku kategorii, których w naturalnym doświadczeniu świata by nie wystąpiły. Rodzic mierząc swoją miarą, wymierza dziecku gotowy świat nerwic i paranoi. Sztuką jest nie mówić “nie”, a mówić w taki sposób, aby dziecko samo odkrywało kategorie funkcjonujące w świecie. Trudem jest to wielkim, tym bardziej, jeśli rodzice sami przeszli przez system “upupiania” i modelowania podług przymusu: “bo tak i już”. Kreatywność, która jest niezbędna do wychowania, została przez wychowanie zaniedbana, a jest z nią tak jak z nauką mówienia. Jeśli nie nauczysz się z niej korzystać w dzieciństwie to już nigdy się nie nauczysz.

I trwa ludzkość w szale błędnego koła.